Na niskiej orbicie okołoziemskiej doszło do niepokojącego zdarzenia z udziałem jednego z satelitów sieci Starlink należącej do firmy SpaceX. Obiekt uległ poważnej awarii, która doprowadziła do częściowego rozpadu konstrukcji i powstania możliwych do śledzenia fragmentów kosmicznych. Choć sytuacja nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla Ziemi ani Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, incydent ponownie zwraca uwagę na problem rosnącej liczby obiektów na orbicie.
Starlink. Co wydarzyło się na orbicie?
Uszkodzony satelita znajdował się na wysokości około 400 kilometrów nad powierzchnią Ziemi. W pewnym momencie doszło do nagłej anomalii — satelita stracił stabilność, zaczął niekontrolowanie się obracać, a z jego wnętrza najprawdopodobniej doszło do gwałtownego uwolnienia energii. Efektem było powstanie kilku oddzielnych fragmentów, które obecnie są monitorowane przez systemy śledzenia obiektów kosmicznych.
Eksperci sugerują, że mogło dojść do awarii jednego z elementów wewnętrznych, na przykład układu napędowego lub ciśnieniowego. Nie ma jednak dowodów na to, by satelita zderzył się z innym obiektem.
Czy istnieje zagrożenie?
Powstałe fragmenty poruszają się po podobnej orbicie co uszkodzony satelita i nie osiągnęły dużych prędkości względem siebie. Oznacza to, że ryzyko kolizji z innymi działającymi satelitami jest obecnie niewielkie. Co więcej, obiekt stopniowo traci wysokość, a to oznacza, że w ciągu najbliższych tygodni lub miesięcy wejdzie w atmosferę Ziemi, gdzie ulegnie spaleniu.
Operator satelity zapewnia, że zdarzenie nie stanowi zagrożenia dla Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ani dla ludzi na powierzchni planety.
Szerszy problem zatłoczonej orbity
Choć pojedynczy incydent nie jest katastrofą, doskonale ilustruje on coraz większe wyzwania związane z eksploatacją niskiej orbity okołoziemskiej. Liczba satelitów rośnie w szybkim tempie, głównie za sprawą tzw. megakonstelacji, których celem jest zapewnienie globalnego dostępu do internetu.
Każda awaria, eksplozja czy kolizja zwiększa ilość kosmicznych odłamków, które mogą zagrażać innym obiektom. W skrajnym scenariuszu mogłoby to prowadzić do efektu domina, w którym kolejne zderzenia generują coraz więcej fragmentów, utrudniając bezpieczne korzystanie z przestrzeni kosmicznej.
Co dalej?
Trwa analiza przyczyn awarii oraz dalsze monitorowanie fragmentów powstałych po uszkodzeniu satelity. Incydent ten może wpłynąć na przyszłe procedury bezpieczeństwa i projektowanie kolejnych generacji satelitów, tak aby zmniejszyć ryzyko podobnych zdarzeń w przyszłości.
Jedno jest pewne — wraz z rosnącą liczbą obiektów na orbicie, kwestie bezpieczeństwa i odpowiedzialnego zarządzania przestrzenią kosmiczną stają się coraz ważniejsze.

