Netflix osiągnął solidny zysk, ale inwestorzy oczekują od platformy czegoś więcej niż dobrych wyników finansowych. Ted Sarandos przekonuje, że Peter Rice jest właściwą osobą, by pomóc platformie w kolejnym etapie rozwoju.
Netflix zarabia więcej, ale wzrost przestaje imponować
Netflix przedstawił wyniki finansowe za trzeci kwartał 2026 roku. Przychody firmy wyniosły około 12,87 mld dolarów, co oznacza wzrost o blisko 12 proc. rok do roku. Zysk netto zwiększył się natomiast o około 44 proc., do niemal 3,7 mld dolarów. Mimo tego raport nie rozwiał wszystkich obaw inwestorów.
Problemem jest tempo dalszego rozwoju platformy oraz pytanie, czy Netflix nadal potrafi regularnie dostarczać produkcje, które przyciągają uwagę szerokiej publiczności. Konkurencja o czas widzów jest coraz większa, a firma musi rywalizować nie tylko z innymi serwisami streamingowymi, lecz także z platformami takimi jak YouTube.
Po publikacji wyników i prognoz na kolejne miesiące akcje Netflixa spadły w handlu posesyjnym. Rynek zaniepokoiły między innymi perspektywy wzrostu oraz obniżenie prognozy przychodów z reklam.
Peter Rice ma pomóc Netflixowi odzyskać widzów
Jednym z najważniejszych tematów podczas rozmowy z inwestorami były zmiany w kierownictwie odpowiedzialnym za produkcje. Peter Rice, były menedżer związany między innymi z Foxem i Disneyem, ma zastąpić Belę Bajarię na stanowisku szefa działu treści Netflixa. Rozpoczęcie nowej roli zaplanowano na 26 października 2026 roku.
Ted Sarandos podkreślał, że zna Rice’a od około 15 lat i jest pod wrażeniem pozytywnej reakcji branży na jego zatrudnienie. Według współszefa Netflixa nowy menedżer ma doświadczenie w budowaniu relacji z twórcami, a to istotne w sytuacji, gdy najlepsi scenarzyści, reżyserzy i aktorzy mogą wybierać spośród wielu konkurujących o nich firm.
Rice ma pomóc w rozwijaniu oferty filmów i seriali oraz wzmocnieniu pozycji Netflixa na rynku amerykańskim. Firma nie zamierza jednak porzucać międzynarodowego modelu produkcji, który w ostatnich latach pozwolił jej zdobywać publiczność w różnych częściach świata.
Sarandos dziękuje Beli Bajarii
Zmiana na stanowisku szefa działu treści nie oznacza, że Netflix całkowicie odrzuca dotychczasowy kierunek rozwoju. Sarandos publicznie podziękował Beli Bajarii za jej wkład w rozwój firmy. Wskazał między innymi na popularne produkcje oraz stworzenie międzynarodowego zespołu, który pomógł platformie rozwijać lokalne treści dla widzów na całym świecie.
To ważne, ponieważ globalne hity pozostają jednym z wyróżników Netflixa. Produkcje powstające poza Stanami Zjednoczonymi potrafią zdobywać popularność również na innych rynkach, zwiększając zasięg serwisu. Wyzwaniem będzie teraz połączenie tego modelu z potrzebą poprawy wyników na rynku amerykańskim.
Zmiany kadrowe następują po odejściu również Dana Lina, szefa działu filmowego. Wcześniej Netflix ogłosił redukcję zatrudnienia obejmującą około tysiąca osób, czyli mniej więcej 6 proc. pracowników. Skala tych decyzji pokazuje, że firma szuka sposobów na poprawę efektywności i wzmocnienie swojej pozycji.
Reklamy miały przynieść więcej pieniędzy. Netflix obniża prognozę
Kolejnym wyzwaniem jest rozwój reklamowego modelu biznesowego. Netflix obniżył prognozę przychodów z reklam za cały 2026 rok z około 3 mld do 2,7 mld dolarów. Firma tłumaczy tę zmianę wolniejszym niż oczekiwano wdrażaniem części możliwości reklamowych.
To istotne, ponieważ reklamy mają stanowić dodatkowe źródło przychodów obok abonamentów. Netflix potrzebuje więc zarówno atrakcyjnej biblioteki treści, jak i skutecznych narzędzi pozwalających zarabiać na użytkownikach korzystających z tańszych planów.
Firma nadal zakłada, że jej przychody w całym 2026 roku wyniosą około 51,1 mld dolarów, co oznacza wzrost o około 13 proc. rok do roku. Nie zmienia to jednak faktu, że oczekiwania wobec kolejnych kwartałów są wysokie.
Czy Netflix potrzebuje nowego otwarcia?
Przed Netflixem stoją dwa powiązane zadania: tworzyć produkcje, które widzowie rzeczywiście chcą oglądać, oraz skuteczniej przekładać ich popularność na przychody. Sam wzrost zysków nie wystarcza, jeśli rynek obawia się o przyszłe tempo rozwoju i atrakcyjność oferty.
Peter Rice ma wnieść doświadczenie zdobyte w tradycyjnej telewizji i branży filmowej. Ostatecznie jednak o powodzeniu zmian zdecydują konkretne produkcje, ich popularność oraz to, czy Netflix będzie w stanie utrzymać zainteresowanie widzów bez nieustannego zwiększania kosztów.
Na razie trudno przesądzić, czy zmiany w kierownictwie przyniosą oczekiwane rezultaty. Jedno jest pewne: Netflix chce pozostać usługą, którą widzowie wybierają jako pierwszą, gdy szukają nowego serialu lub filmu. W najbliższych miesiącach będzie musiał pokazać, że potrafi tę obietnicę spełnić.


