Brzmi jak marzenie fanów RPG? Cóż… wygląda na to, że właśnie coś takiego może powstawać.
Studio Warhorse Studios, czyli twórcy Kingdom Come: Deliverance II, bardzo ostrożnie wypowiada się na temat plotek dotyczących nowej gry osadzonej w świecie Tolkiena. I właśnie to milczenie jest chyba najgłośniejszą rzeczą w całej tej historii.
Bo wiecie — gdy studio stanowczo dementuje plotki, temat zwykle umiera po dwóch dniach. A tutaj? Są półuśmiechy, uniki i teksty w stylu „pracujemy nad wielkim immersyjnym RPG”. Fani natychmiast zaczęli łączyć kropki.
I szczerze? Trudno się dziwić temu ekscytowaniu.
Przez lata gry osadzone w świecie The Lord of the Rings szły raczej w stronę akcji. Było efektownie, widowiskowo, czasem nawet świetnie, ale często brakowało tego poczucia „żyjącego świata”. Tymczasem Warhorse Studios zrobiło coś odwrotnego.
Kingdom Come: Deliverance i jego sequel nie próbują być wygodnymi grami. Tam trzeba jeść, spać, przygotowywać się do walki, uczyć się systemów i cierpliwości. To RPG, które momentami bardziej przypomina symulator życia w średniowieczu niż klasyczną grę akcji. I właśnie dlatego tyle osób uważa, że to studio byłoby idealne do stworzenia bardziej „dorosłej” wizji Śródziemia.
Twórcy Kingdom Come zrobią LOTR?
Bo wyobraźcie sobie:
- podróż przez deszczowe Eriador bez szybkiej podróży,
- karczmy pełne plotek i muzyki,
- realistyczne pojedynki mieczem,
- powolne eksplorowanie ruin Arnoru,
- polowania, handel, obozy przy ognisku,
- i świat, który bardziej przypomina surowe fantasy niż park rozrywki.
To mogłoby być coś kompletnie innego niż większość współczesnych gier AAA. Mniej „epickiego rollercoastera”, bardziej prawdziwa przygoda. Taka, w której nawet zwykła podróż przez las byłaby wydarzeniem.
Internet już zdążył odlecieć z teoriami. Wielu graczy pisze wprost, że „KCD w świecie LOTR” byłoby ich wymarzoną grą RPG. Po sukcesie Kingdom Come: Deliverance II Warhorse zaczęto traktować jako jedno z niewielu studiów, które nadal potrafią robić gry „z duszą”, a nie tylko checklisty aktywności na mapie.
Co ciekawe, samo studio otwarcie mówi, że chce dalej tworzyć ogromne, immersyjne RPG-i. To ich DNA. I właśnie dlatego plotki o projekcie w świecie Tolkiena wydają się aż podejrzanie logiczne.
Tylko jest jeden haczyk.
Śródziemie to nie tylko licencja. To jedna z najbardziej ukochanych marek fantasy w historii popkultury. Fani wybaczają tam znacznie mniej niż w przypadku nowego IP. Jedna zła decyzja, jeden zbyt „ubisoftowy” system albo przesadnie nowoczesny feeling i internet zjada taką grę żywcem.
Dlatego jeśli ten projekt faktycznie istnieje, przed Warhorse Studios stoi gigantyczne wyzwanie. Muszą znaleźć balans między własnym stylem a klimatem Tolkiena. Między realizmem a magią. Między symulacją a przygodą fantasy.
Ale powiem wam jedno — jeśli jest dziś studio, które mogłoby zrobić RPG w świecie The Lord of the Rings bez robienia z niego kolejnego generycznego open-worlda… to właśnie oni.
I chyba pierwszy raz od dawna mam wrażenie, że gra osadzona w Śródziemiu mogłaby być nie tylko „duża”. Mogłaby być naprawdę wyjątkowa.


