Tarantino i Fincher robią razem film. Hollywood nie może w to uwierzyć

Są takie nazwiska, które same w sobie brzmią jak wydarzenie. Quentin Tarantino to jedno z nich. David Fincher — drugie. A teraz wyobraźcie sobie film, przy którym obaj faktycznie współpracują.

W skrócie

  • Quentin Tarantino napisał scenariusz nowego filmu osadzonego w świecie Once Upon a Time in Hollywood, a David Fincher ma go wyreżyserować.
  • Brad Pitt wraca jako Cliff Booth, postać z ogromnym potencjałem na własną, bardziej mroczną historię.
  • Połączenie stylów Tarantino i Finchera zapowiada nietypowy, ale wyjątkowo intrygujący projekt.
  • Planowana premiera w IMAX-ach i na Netflixie może stać się ważnym testem dla przyszłości kinowych premier streamingowych.

Bo dokładnie na to wygląda.

Nowy projekt osadzony w świecie Once Upon a Time in Hollywood powoli wyrasta na jeden z najbardziej absurdalnie ekscytujących filmów najbliższych lat. Tarantino napisał scenariusz, Fincher reżyseruje, Brad Pitt wraca jako Cliff Booth, a całość ma trafić jednocześnie do IMAX-ów i na Netflixa. I serio — brzmi to jak alternatywna rzeczywistość wymyślona przez filmowych nerdów po trzeciej kawie.

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że ten projekt kompletnie nie pasuje do dzisiejszego Hollywood.

Tarantino od lat powtarzał, że nie chce iść w streaming. Fincher z kolei stał się jednym z najważniejszych reżyserów współpracujących z Netflixem. I nagle okazuje się, że ich drogi przecinają się właśnie przy spin-offie/sequelu Once Upon a Time in Hollywood.

Film ma skupiać się na Cliffie Boothie — jednej z najbardziej lubianych postaci Tarantino ostatnich lat. Brad Pitt zgarnął za tę rolę Oscara i wielu fanów uważało, że to postać z potencjałem na własną historię. Wygląda na to, że Tarantino też tak uznał.

I tutaj robi się jeszcze ciekawiej.

Bo Fincher i Tarantino mają kompletnie inne style.

Tarantino jest chaotyczny, dialogowy, przerysowany i zakochany w kinie klasy B. Fincher to chłodna perfekcja, obsesyjna kontrola kadru i mroczny klimat. To trochę tak, jakby ktoś próbował połączyć whisky z laboratoryjną precyzją. A mimo to… to może działać absurdalnie dobrze.

Zwłaszcza że Cliff Booth idealnie pasuje do obu tych światów. Z jednej strony ma luz i charyzmę typową dla bohaterów Tarantino, z drugiej — jest w nim coś niepokojącego, wręcz psychologicznego. Dokładnie ten rodzaj bohatera, którego Fincher uwielbia wrzucać w moralnie brudne historie.

Według pierwszych informacji film ma być bardziej noir, bardziej mroczny i mocniej zanurzony w brudnym Hollywood lat 70. Niektórzy porównują klimat do połączenia Zodiaca z Pewnego razu… w Hollywood. I powiem szczerze — brzmi to jak kino stworzone pod ludzi, którzy tęsknią za „dużymi filmami dla dorosłych”.

Do tego dochodzi jeszcze temat IMAX-a.

Netflix przez lata był symbolem oglądania filmów na kanapie. Tymczasem tutaj platforma ewidentnie chce zrobić wydarzenie kinowe z prawdziwego zdarzenia. Wielkie sale, ogromny ekran, nazwiska z najwyższej półki i marketing oparty bardziej na „musisz to przeżyć” niż „obejrzyj przy kolacji”.

I wiecie co? To może być bardzo ważny moment dla całej branży.

Bo jeśli film Finchera i Tarantino okaże się sukcesem w IMAX-ie, Netflix może jeszcze mocniej wejść w kino premium. A to kompletnie zmienia zasady gry między streamingiem a tradycyjnymi premierami kinowymi.

Internet oczywiście już odleciał z teoriami. Jedni liczą na brutalny kryminał w stylu Finchera, inni chcą bardziej „tarantinowskiej” zabawy dialogami i klimatem starego Hollywood. Są też tacy, którzy po prostu nie wierzą, że taka współpraca naprawdę istnieje.

Szczerze? Trochę ich rozumiem.

Bo „film napisany przez Tarantino, reżyserowany przez Finchera i finansowany przez Netflix” brzmi jak zdanie wygenerowane przez AI specjalnie pod filmowego Twittera.

A jednak wszystko wskazuje na to, że to dzieje się naprawdę.

I chyba pierwszy raz od dawna mam wrażenie, że Hollywood znowu szykuje coś, co pachnie „kinowym wydarzeniem”, a nie tylko kolejną premierą do przewinięcia po 15 minutach.

Wiedźmin 3: Dziki Gon

Michał Pawlikowski

Miłośnik gamingu od strony frontowej, jak i backendowej. Bawi się w programowanie gier, a pisze o nich już od kilkunastu lat. Pamięta czasy dyskietek, a także Atari i Commodore. Specjalista w swojej dziedzinie.

Przeczytaj również:

Dodaj komentarz

Pirlond.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.